:shock: znalezione w necie...uwaga bez cenzury!

Moderatorzy: Meri, Teba

Awatar użytkownika
shedoro
Posty: 978
Rejestracja: ndz gru 07, 2008 23:20 pm
Lokalizacja: Niemcy
Kontakt:

:shock: znalezione w necie...uwaga bez cenzury!

Post autor: shedoro » pt lut 12, 2010 3:28 am

Autentyczna historia opisana przez jednego z
użytkowników na pewnym
forum, musiałam się tym podzielić.

(Uwaga! Pisownia oryginalna bez cenzury.)


Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy
ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie
fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a
to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo, do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż,
reszta to nie mój problem. Ale do czasu. Staje się to moim problemem
gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na
ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym
całym tałatajstwie. Jako że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w
ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.
Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj -niezamykania
łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą,
do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może
spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne
drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam
nie może wejść i "myśleć". Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym
mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój
kibel, wypierdalać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot
chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj
czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę
otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane - ja
wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby
kot mógł wejść - taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na
klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim
tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał - a wtedy wiadomo -
wąż.
Dobrze więc, uporządkuję: żona - delegacja, ja - praca. Wracam,
wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak
wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce.
Idziemy
razem - ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za
trzy dni - więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko
spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i
patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz,
pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie i
sru za tym petem z tego parapetu i do kibla.
Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył
miauknąć. No ja pierdolę. Nie ni chuja to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest kurwa za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale
słyszę tylko pizdut - oż kurwa, no to nie mogło mi się zdawać - coś
ciężkiego poszło w pion. Kurwa, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot kurwa popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.
Lecę kurwa na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do
schroniska, zanim wróci moja żona - nie ma wafla, znajdę jakiegoś
małego czarnego skurwiela z białą krawatką, nie było jej kilka dni,
może się nie połapie. Ale chuj, najpierw do piwnicy - zbiegam po
schodach, słucham - coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury -
miauczy - jest, kurwa, żyje i nie poleciał do
sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to chuj, przynajmniej będę
miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za chuja trefla, że
kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.
Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam.
Kici, kici! Ni chuja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten kurwa głąb
zamiast przyjść do mnie to kurwa chce iść tam skąd przyszedł, czyli
do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie
kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No pojebało i mnie, że tu
stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem,
groziłem, wabiłem żarciem i ni chuja, uparł się i nic tylko rurą do
góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy
cokolwiek. Jedyna metoda - fight fire with fire - ogień zwalczaj
ogniem. Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z
buta na górę do kibla - geberit i woda w dół -bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach - podziałało.
Wbiegam do piwnicy i kurwa koniec świata. Nie ma moich deszczułek - no
może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w chuj i kota też nie
słychać już. Ja pierdolę. Kurwa, gdzie ta rura teraz idzie - coś mi
świtnęło, że kanalizacja w ulicy,dom od ulicy ze 30 metrów - może nie
wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.
Biegnę na ulicę, jest studzienka - mam nadzieję, że to od mojego domu.
Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić.
Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery - najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy - mam pas do holowania, może uda
się to szarpnąć. Hak,pas, wsteczny - poszło, aż zakurzyło. Po
jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale
złażę tam - ciemno jak w dupie,
rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu.
Latarka. Kurwa, mam w aucie, chujowa, ale może starczy.
Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije - przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się
tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici,kici, kici, a ten mały
skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja pierdolę. Szlag mnie
trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś
mi zwali tę pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie
chcesz po dobroci, to będzie po złości.Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie
taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej.
Zaglądam co chwilę do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę.
Poszedł gdzieś w pizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w
tę otwartą studzienkę nie wpierdolił, bo na ulicy ciemno. Sąsiad,
kurwa, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak
próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz chuj złamany stoi i się dopytuje.
Co mam mu kurwa powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację? Idźżesz w chuj, pacanie. Powiedziałem mu w końcu,żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory, bo na początku osiedla była
awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach - a ten
baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z
pokrywą. Niech ma za swoje.
Wracając do kota - bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko
gotowe, więc do domu, jedna wanna, druga wanna,koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką, bo
nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. Kurwa, drugi sąsiad
przyszedł - po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria
samospełniającej się przepowiedni działa - kurwa, ludzie to są
barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia - spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma chuja, to go musi wygonić albo utopić.
Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy, a tego skurwiela dalej
nie wylało z kąpielą. Kurwa mać, urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry,sznurki - w chuj - jak się to gdzieś przytka,to będę miał przejebane.
Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten pierdolony
dekiel. Wchodzę - a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No
ja pierdolę! Jak on kurwa wyszedł, którędy? Ano kurwa wziernikiem w
piwnicy - zostawiłem otwarty. Ja kurwa stoję i marznę a ten gnój tarza
się w mojej pościeli. Zajebię. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. Kurwa mać. Przynajmniej kuleje.
Straty: zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana
piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała
na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania,
brezent z reklamą firmy - poszedł w chuj, latarka - w chuj, pogrzebacz w
chuj. Afera na ulicy jak chuj.
Tysiące lat temu czczono koty jako bogów. One nigdy o tym nie zapomniały.

Awatar użytkownika
anemar
Posty: 2004
Rejestracja: śr sty 07, 2009 19:57 pm
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post autor: anemar » pt lut 12, 2010 10:48 am

o rany, mam nadzieje, że to tylko takie pisanie a nie fakt :shock:

Awatar użytkownika
kirie
Posty: 269
Rejestracja: ndz lip 26, 2009 15:33 pm
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: kirie » pt lut 12, 2010 12:12 pm

Historyjka (przykro mi :wink: ) dosc stara, na miau kiedys ja czytalam w dziale podobnym do naszego (to chyba bylo w 'usmiechnij sie', czy jakos podobnie).

Świtezianka
Moderator
Posty: 2524
Rejestracja: pt cze 06, 2008 13:38 pm
Lokalizacja: Łódź/Będzin
Kontakt:

Post autor: Świtezianka » pt lut 12, 2010 13:15 pm

Przynajmniej facet się bał żony :wink:

Awatar użytkownika
shedoro
Posty: 978
Rejestracja: ndz gru 07, 2008 23:20 pm
Lokalizacja: Niemcy
Kontakt:

Post autor: shedoro » pt lut 12, 2010 17:19 pm

kirie pisze:Historyjka (przykro mi :wink: ) dosc stara, na miau kiedys ja czytalam w dziale podobnym do naszego (to chyba bylo w 'usmiechnij sie', czy jakos podobnie).
hahah stara ale ja jej nie znalam...i ciagle sie zastanwiam czy to mozliwe

ostatnio gdzeis w telewizji widzialam jak ratowali kociaka z kanalizacji ktorego dzieciak spuscil w toalecie..wiec byc moze to autentyczne opowiadanie :shock:
Tysiące lat temu czczono koty jako bogów. One nigdy o tym nie zapomniały.

Awatar użytkownika
ewcia98
Posty: 740
Rejestracja: sob sie 15, 2009 9:21 am
Lokalizacja: woj.pomorskie k/Lęborka

Post autor: ewcia98 » pt lut 12, 2010 20:31 pm

O rany :shock: mam nadzieję, że to jednak nie autentyczne :(
Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Kasia&Maxwell
Posty: 141
Rejestracja: czw paź 22, 2009 20:32 pm
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Kasia&Maxwell » sob lut 13, 2010 21:16 pm

Momentami płakałam ze śmiechu jak to czytałam :lol: Niezła historyjka, nie ma co :wink:
"Koty dodają energii, prowokują do śmiechu, wspaniale nadają się do przytulania, niemal zawsze są co najmniej śliczne, a czasami wręcz piękne"
Roger Caras

Balsam dla duszy miłośnika kotów - polecam :-)

długopis
Posty: 6
Rejestracja: pt lut 24, 2012 10:07 am

Post autor: długopis » wt mar 13, 2012 9:03 am

Jak ktoś chce się jeszcze pośmiać to zapraszam na tą stronkę.

serplesniowy
Posty: 3
Rejestracja: czw paź 17, 2013 8:55 am

Post autor: serplesniowy » czw paź 17, 2013 9:17 am

Na bank zmyślona historia, ale dobrze się ją czytało, brawo dla autora :D

therapist
Posty: 2
Rejestracja: wt kwie 08, 2014 10:36 am

Post autor: therapist » wt kwie 08, 2014 10:44 am

Faktycznie, zmyślona musi być na bank :)

Sebo32
Posty: 11
Rejestracja: wt kwie 08, 2014 11:49 am

Post autor: Sebo32 » sob maja 09, 2015 11:11 am

To wymyślił miłośnik psów :)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Z przymróżeniem oka”