Chory Curtisek

Dla tych, które odeszły...

Moderatorzy: Meri, Teba

Awatar użytkownika
ewael
Posty: 209
Rejestracja: czw kwie 23, 2009 12:17 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: ewael » śr maja 27, 2009 14:43 pm

Myślę, że ważne jest też żeby trafić na kogoś kto ma już jakieś doświadczenie w wyrywaniu zębów kotom hurtem. Przy tej wielkości kiełkach to jak mikrochirurgia...

Awatar użytkownika
Mięta
Posty: 560
Rejestracja: czw lut 12, 2009 15:49 pm
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Mięta » śr maja 27, 2009 16:45 pm

Dopiero teraz tu dotarłam i doczytałam wszystko. My też trzymamy kciuki mocno :)

Awatar użytkownika
Kocurowa
Moderator
Posty: 2001
Rejestracja: pt cze 22, 2007 15:45 pm
Kontakt:

Post autor: Kocurowa » śr maja 27, 2009 22:39 pm

Na szczęście mamy dobrego weta, po pierwsze interesuje się tematem, po drugie rozważa różne za i przeciw, po trzecie ma w tym już trochę praktyki i kolejną zaletą jest to, że także posiada MCO, więc jestem dobrej myśli. Jestem już na tyle obeznana w tym wetowym światku, że nie poszłabym do pierwszego lepszego żeby zrobić taki zabieg. Kurak narazie czuje się w miar dobrze, dostał dziś ostatnią dawkę antybiotyku i kolację.... od teraz nic do jedzonka już nie dostanie, jutro musi być na czczo. O 10:00 rozpoczynamy zabieg.... najgorsze będzie jak zawsze czekanie..... Chciałabym mu tego wszystkiego oszczędzić, ale nie jestem w stanie, więc robię co mogę, żeby mniej cierpiał, to w tej chwili jest najważniejsze :)
umaszczenia MCO - www.mco.zafriko.pl
malowane jaja ;) www.malowane.zafriko.pl

Awatar użytkownika
ewael
Posty: 209
Rejestracja: czw kwie 23, 2009 12:17 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: ewael » czw maja 28, 2009 7:26 am

Pozostało trzymać kciuki :) Jestem dobrej myśli... Pod tak dobrą opieką może być tylko lepiej.

Awatar użytkownika
maja
Posty: 3812
Rejestracja: ndz lut 18, 2007 7:23 am
Lokalizacja: gdynia

Post autor: maja » czw maja 28, 2009 8:47 am

:thumbright: bedzie dobrze
Obrazek Obrazek

Awatar użytkownika
Kocurowa
Moderator
Posty: 2001
Rejestracja: pt cze 22, 2007 15:45 pm
Kontakt:

Post autor: Kocurowa » czw maja 28, 2009 10:43 am

niestety dziś się okazało, że Kurak ma też niewydolność nerek, więc wet zapobiegawczo chce go zabezpieczyć, żeby z nerkami się nie pogorszyło i zmienił trochę plany, dziś muszę się postarać, żeby dać mocz do badania, tylko jak to zrobić i nałapać chociaż odrobinę do pojemniczka.... :roll: Kurak czuje co się święci i ani mu się śni sikać.....

Jak się uda to jedziemy i na cito będzie badanie i kroplówka, jutro też na kroplówkę i dopiero jak będą mieli pewność, że jest odpowiednio nawodniony i przepłukany dadzą mu narkozę, wtedy mniejsze jest prawdopodobieństwo, że z nerkami się pogorszy.

Więc narazie czekam i poluję na sikacza.....
umaszczenia MCO - www.mco.zafriko.pl
malowane jaja ;) www.malowane.zafriko.pl

Awatar użytkownika
ewael
Posty: 209
Rejestracja: czw kwie 23, 2009 12:17 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: ewael » czw maja 28, 2009 12:42 pm

Ja kiedyś podczytałam o następującym triku... mianowicie łapanie moczu na chochlę. Trzeba mieć taką chochelkę do zuby tylko małą lub płytką. I jak będziesz widziała, że zamierza siusiać szybko mu podstaw, Didi wybałuszyła na mnie oczy ale była tak zdziwiona, że nawet nie drgnęła i się udało! 8--)

Awatar użytkownika
ewael
Posty: 209
Rejestracja: czw kwie 23, 2009 12:17 pm
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: ewael » czw maja 28, 2009 12:45 pm

Chochelkę oczywiście trzeba wcześniej sparzyć a potem przeznaczyć na straty. Ale trik jest tego warty...polecam :)

Awatar użytkownika
Mięta
Posty: 560
Rejestracja: czw lut 12, 2009 15:49 pm
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Mięta » pt maja 29, 2009 16:06 pm

Mój Henio ,jak trza było mocz do badania zanieść, to nasiusiał do pustej ,wyparzonej kuwetki. Kuwetę przygotowywałam o 4 rano :evil: , ponieważ mój kot siusia po nocy około 5 rano.

Awatar użytkownika
Kropka2310
Posty: 336
Rejestracja: ndz gru 28, 2008 18:39 pm
Lokalizacja: Szczecin

Post autor: Kropka2310 » sob maja 30, 2009 7:30 am

I my również trzymamy kciuki. KOcurowa, musi być dobrze.

Awatar użytkownika
Kocurowa
Moderator
Posty: 2001
Rejestracja: pt cze 22, 2007 15:45 pm
Kontakt:

Post autor: Kocurowa » sob maja 30, 2009 13:53 pm

jesteśmy po zabiegu, jak to zwykle bywa nie obyło się bez komplikacji.... ale od początku....

Siku nie chciało się złapać, ponieważ Kurak się uparł, że nie odda swoich cennych sików do jakiegoś tam badania.... już miałam wychodzić o 15:00 z wizją, że znowu będzie miał uciskany pęcherz, żeby coś wycisnąć a jak się nie uda, to punkcja... Wzięłam przenoskę, zaglądam do kuwety a tam kałuża :shock: jak na zawołanie :lol: Strzykaweczka i nałapałam ile trzeba.
Okazało się, że nerki są dość chore, więc żeby nie ryzykować wet postanowił przed operacją porządnie go przepłukać. Trzeba wbić wenflon.... a to w jego przypadku nie łatwa sztuka... a było to tak...
Trzeba ogolić łapkę, wet za maszynkę a Kurak wystrzelił w kosmos, dobrze, że go cały czas trzymałam, ale wyskoczył tak wysoko, że przez długą chwilę stałam z nim wijącym się na wyciągniętych do góry rękach.... udało się go okiełznać... Dostał zastrzyk na lekkie przyśnięcie. po 15 minutach wet otwierz przenoskę a Kurak zadowolony sobie siedzi i na niego patrzy... hmmm... po 5 minutach powinien już smacznie spać... cóż zdziwienie i kolejna dawka, odczekaliśmy jakieś 20 minut, otwieramy przenoskę.... a Kurak nadal zadowolony sobie siedzi i się gapi :shock: normalnie wszyscy byli w szoku... twardziel z niego nie z tej ziemi... ale 3 dawki już podać nie wolno, żeby nie przegiąć... więc odczekaliśmy jeszcze kilkanaście minut... a on nadal to samo... no cóż... stwierdziliśmy, że nie śpi, ale musi być na tyle oszołomiony, że spokojnie możemy zaczynać golić łapkę. Wet za maszynkę a Kurak w kosmos :lol: Normalnie ledwo byłam w stanie go utrzymać....
OK, nie da się tak, to trzeba sposobem.... mydełko, żyletka... i golimy....
Wenflon zainstalowany, kroplóweczka się sączy a temu ani w głowie spać....W klinice się śmieli, że takiego zatwardzialca to oni jeszcze nie mieli :lol:
Po około 1,5 h Kurak zaczął sobie przysypiać.... Ponieważ nie była to narkoza, tylko środki powodujące tzw. zdrowy sen, więc zabrałam go do domku i zrobiliśmy szpital polowy w łazience, trzeba było go cały czas pilnować, bo kot wybudzający się to tragedia i może sobie niezłą krzywdę zrobić.
Tak więc siedziałam sobie z nim całą noc w łazience i pilnowałam żeby ładnie doszedł do siebie, wybudził się około 1 w nocy i zaczęło się łażenie, marudzenie i kombinowanie, rano pojechałam z nim znowu na kroplówkę i został już na zabiegu.

Ja oczywiście cały dzień siedziałam jak na szpilkach, nie mogłam nic jeść, nic robić, jakaś taka nie do życia byłam... o 14:00 zabieg się skończył, okazało się jednak, że nie było to takie proste, ponieważ zmiany w buźce wyglądały gorzej niż się spodziewaliśmy, jeden guz nachodził na ząbki, więc został usunięty tylko guz, ząbki zostały, z drugiej strony usunięto ząbki i guza.
Niestety guzki były bardzo duże, więc trzeba było usunąć część mięśnia i sporą część dziąsła i ciałka z polika. Guzki natychmiast poleciały do niemiec i będziemy czekali na wyniki z nadzieją, że nie były złośliwe....
Rany w pysiu są niestety bardzo duże, więc istnieje spore ryzyko przy gojeniu się i różne rzeczy mogą się dziać, ale w sumie wet przygotował mnie na wszystko.... poza jednym....

Odbierałam go około 18, tak żeby był już wybudzony i żeby byli pewni, że jego stan jest ok. Wsadziłam go do przenoski, zabrałam kołnierz pod pachę i do domu....
A ten baranek w przenosce rozwalił sobie łapą pychola.... Ja otwieram przenoskę, a tam pełno krwi, wszystko wypaprane, jemu z buźki cieknie ciurkiem, cała sierść we krwi.... Więc szybko szmatki, ręczniczki i spowrotem do kliniki.... była już 19:00 a tam czynne do 20:00

Zdążyłam, krew ciekła sobie dość mocno, nie było jak jej zatamować, wszystko dookoła zapaprane, ja, wet pielęgniarka... istna masakra...
Szybka decyzja... na chirurgię, narkoza, obniżenie ciśnienia krwi.... krwawienie się uspokoiło, można było zobaczyć co się w buziaku dzieje. Szwów nie zerwał, ale zrobił sobie dziurę pod szwem.... Przyjechał szybko wet, który go operował, pozaszywał ile się dało, chociaż tak naprawdę ciężko było stwierdzić z którego miejsca ta krew leciała, bo przy obniżonym ciśnieniu nic nie leciało, więc takie zaszywanie na czuja... O 23:00 udało się go wybudzić z narkozy na tyle, żebym mogła go zabrać, narazie nie było widać śladów krwi, ale jakby po wybudzaniu znowu był krwotok, pomimo leków przeciwkrwotocznych, szwów i innych cudów, trzeba lecieć na chirurgię. Więc znowu do łazienki i całą noc trzymałam go, żeby się delikatnie wybudzał i nigdzie nie uderzał pysiem, w kołnierzu koty nie patrzą gdzie idą i co robią, walą głowami we wszystko dookoła a ten jeszcze na pół przytomny to już całkowita tragedia...

Udało mi się do rana go utrzymać w ryzach mimo niezłej szarpaniny i kombinacji, bo przecież on chce już latać i skakać a jego łapy jakoś dziwnie odmawiają posłuszeństwa i pada, rozjeżdża się i takie cyrki.... Całą noc ujawniało mu się totalne kocie ADHD....
Nad ranem przypomniałam sobie, że w sumie to 2 dzień nie jadłam nic poza kawą, ale to mało pożywne żarcie ;) nie mogłam zostawić go nawet na minutkę, więc wzięłam jedyne co miałam pod ręką, kawałek czekolady.... jak on to zobaczył to mało wścieklizny nie dostał.... wspinał mi się po spodniach, bluzce, z oczami Shreka usiłował ten kawałek wyrwać mi z buzi :shock: a jemu nie wolno było ani jeść ani pić przez dobę, żeby nic sobie tam nie naruszył, po takiej akcji.
Dziś rano pojechaliśmy na kroplówkę, buziak nie krwawił, więc nie jest już tak źle, może nawet dziś wieczorem jak się nic nie będzie działo podam mu odrobinkę wody i półpłynnego pokarmu, zobaczymy. Jutro znowu kroplówka i cały czas leki przeciwbólowe.

Mam nadzieję, że wszystko się uda :)
umaszczenia MCO - www.mco.zafriko.pl
malowane jaja ;) www.malowane.zafriko.pl

Awatar użytkownika
iza cylwik
Posty: 1475
Rejestracja: śr kwie 22, 2009 7:08 am
Lokalizacja: Białystok
Kontakt:

Post autor: iza cylwik » sob maja 30, 2009 14:14 pm

Biedne maleństwo. Mam nadzieję że teraz to już tylko lepiej będzie.
Wiesz Kocurowa, strasznie boję się o Belkę żeby ją nigdy w przyszłości nie spotkały takie dolegliwości, ale wiem że przed tym nie da się uchronić wcześniej.
Wszystkie choroby są skutkiem ubocznym posiadania żyjątek( koty, psy, dzieci itp.)
Życzę dużo cierpliwości i mocnych nerwów.

Awatar użytkownika
sunshain
Site Admin
Posty: 9001
Rejestracja: ndz gru 07, 2008 15:13 pm
Lokalizacja: ok. Bielska-Białej

Post autor: sunshain » sob maja 30, 2009 14:53 pm

Kocurowa trzymaj się, może być już tylko lepiej
Obrazek

Awatar użytkownika
Kocurowa
Moderator
Posty: 2001
Rejestracja: pt cze 22, 2007 15:45 pm
Kontakt:

Post autor: Kocurowa » ndz maja 31, 2009 18:59 pm

po trzech dobach czuwania i przytulania, serduszko Curtiska nie wytrzymało, odszedł tęczowym mostem do lepszego świata.
umaszczenia MCO - www.mco.zafriko.pl
malowane jaja ;) www.malowane.zafriko.pl

Awatar użytkownika
iza cylwik
Posty: 1475
Rejestracja: śr kwie 22, 2009 7:08 am
Lokalizacja: Białystok
Kontakt:

Post autor: iza cylwik » ndz maja 31, 2009 19:04 pm

Tak bardzo mi przykro. Nie umiem nic więcej powiedzieć...

ODPOWIEDZ

Wróć do „TĘCZOWY MOST”